Poszłam na studia filologiczne z poczucia misji, chciałam w przyszłości uczyć.
Jestem jednym z tych nielicznych przypadków, u których kilka lat spędzonych na uczelni wyższej nie zmieniło życiowych planów. Nadal chciałam pomagać dzieciom, nastolatkom i dorosłym uczyć się języka angielskiego – by mówili płynnie i bez stresu.
Ale pojawiła się pewna przeszkoda, z której nie do końca zdawałam sobie sprawę…
Wyemigrowałam do Belgii i zamieszkałam w Brukseli. Jak na ironię losu znalazłam się w miejscu na świecie, gdzie język angielski został zepchnięty na dalszy plan. Tu dzieci zaczynają uczyć się go w szkole dopiero na późniejszym etapie edukacji.
Był to pierwszy moment, kiedy poczułam, że moje naturalne zdolności komunikacyjne i zamiłowanie do kontaktu z ludźmi mogą się nie przydać – bo przecież w Brukseli pomimo obecności międzynarodowych organizacji, język angielski wprowadzany jest do szkolnictwa publicznego na późnym etapie edukacji.
Na szczęście nie poddałam się i wciąż wierzyłam, że moja praca ma sens. Podświadomie czułam, że mogę zmienić czyjeś życie i sprawić, że przestanie bać się jeździć do obcych krajów i rozmawiać po angielsku.
Postanowiłam – będę uczyć języka angielskiego w Brukseli.
Miałam jednak wspomnienie z pracy w polskiej szkole podstawowej, że edukacja w dużych grupach liczących nawet 20 osób jest nieefektywna. To właśnie między innymi ten element sprawia, że tak wiele osób kończy kursy w szkołach językowych bez rezultatu – wciąż nie potrafią mówić płynnie i bez stresu w obcym języku.
Tak powstała szkoła językowa Green Door miejsce kameralne, bezpieczne, gdzie każdy ma szansę na wypowiedź i gwarancję bycia wysłuchanym.
Kontakt